poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 22: "Moje dziecko..."

        Przechadzam się ulicami Lublany. Jeszcze przed wylotem do Innsbrucka, zostałam wpakowana w to bagno. Piękne uliczki, wspaniali ludzie. To poprawia mi humor. Kieruje się w stronę kanajpki.
        Mam się spotkać tam z Mają i Peterem. Boję się. Boję się tego spotkania, bo nie wiem tak naprawdę od czego mam zacząć. Wiem, że oni nie dadzą za wygraną. Znam Prevca. Jest uparty i za wszelką cenę będzie chciał nas zniszczyć.
         Wchodzę do przytulnej knajpki, gdzie mieliśmy się spotkać. Tu jest pięknie. Dominuje w niej szarość i biała cegła. Jedna ze ścian jest okupowana przez dzieci, które tworzą tam swoje małe arcydzieła. Lampy, zwisające z sufitu, oświetlają średniej wielkości pomieszczenie dodając tu klimatu.
          Widząc Słoweńca dyskutującego z Polką, kieruje się w ich stronę. Siedzą w tzw. loży. Na siedzeniu poukładane są poduszki, a na stoliku świeczki, co sprawia, że to miejsce z każdą chwilą łapie mnie za serce.
 - Witajcie - przywitałam się z nimi, a oni tylko kiwneli głowami. Tak, to nie było za miłe. Usiadłam na przeciwko nich i właśnie w tym momencie przyszła kelnerka.
 - Co podać? - spytała, słodko uśmiechając się do Petera. Co ona w nim widzi?
 - Dla nas kawę i szarlotkę, a dla niej... - tu przeniósł swój wzrok na mnie dając mi znak, że mam dokończyć zamówienie.
 - Wodę. Tylko wodę - powiedziałam, po czym kelnerka odeszła.
             Przez dłuższy czas siedzieliśmy w ciszy. Nikt nie chciał jej przerwać. Bo po co? Po to by to wszystko zepsuć? Temat nie był łatwy, zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Ale musieliśmy. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na szatyna. On tylko lustrował mnie wzrokiem. Chyba nie spodziewał się tego, że przyjdzie na spotkanie kobieta w prawie 6 miesiącu ciąży. Natomiast Maja była tutaj tylko ciałem, bo duszą błądziła po nieznanej mi przestrzeni.
 - Dlaczego to robicie? - szepnęłam i popatrzyłam na brunetkę. Ona tylko się zaśmiała.
 - Bo wszystkich okłamujecie - odpowiedziała szyderczo. Mówiła po angielsku. Czyli jednak nie jest aż tak głupia.
 - Nie chcemy cię denerwować... ale nie możemy tego tak zostawić. Sama się do tego przyznaj, a obiecuję, że się za tobą wstawię - powiedział Prevc, łapiąc moje ręce. Szybko się wyrwałam - Jesteś okropna. Chcę abyś pożałowała.
 - Kosztem dzieci? To ty jesteś okropny.
            I wybiegłam z knajpki. Co on sobie wyobraża? Uspokój się. Zaszkodzisz dziecku. Masz rację. Tylko nie mogę zrozumieć Petera. Przecież jako skoczek wie, jak ważny jest ten sport dla dzieci, które go uprawiają. Nie lubiłam go, ale nie wiedziałam, że jest takim dupkiem. Nagle ktoś szarpie mnie za rękę, odwracając mnie w swoją stronę.
 - Dawno się nie widzieliśmy kotku - ten głos szumiał w mojej głowie. Hugo?! Co on tutaj robi? - Zdziwiona? O tak zapomniałem, już się pocieszyłaś po naszym rozstaniu. I widać, że było wam dobrze - zamachnęłam się i uderzyłam go w twarz. On złapał się za policzek.
 - Zostaw mnie w spokoju. Mówiłam ci to już po naszym zerwaniu. A to czy szybko się pocieszyłam to już moja sprawa. Ktoś przynajmniej potrafi zająć się kobietą, a nie zrywa z nią przez SMS-a.
 - Ale chce cie odzyskać - uklęknął, a ja prchnęłam. Dobrze, że nikogo nie było w tym parku, bo jeszcze wstydu by mi narobił. Chociaż czy ja wiem czy dobrze...
 - Nie chce cię. Zraniłeś mnie, a ja mam kogoś - uśmiechnęłam się na samą myśl o Gregorze. Pogłaskałam mój brzuch, a on chwycił moją rękę - puszczają mnie!!
 - Nie chcesz po dobroci to spróbujemy siłą - zaczął mnie szarpać. Bałam się. Krzyczałam, jednak nikt nie szedł mi z pomocą. Momentalnie znalazłam się na ziemi. Złapałam się za brzuch, tak strasznie bolał. Bałam się o moje dziecko. Kiedy Norweg się zamachnął myślałam, że to koniec. Jednak nagle z nikąd pojawił się Słoweniec i uderzył Hugo. Spłoszony uciekł.
 - Przechodziłem tędy i usłyszałem krzyki. Nic ci nie jest? - spytał Prevc, a ja nadal przerażona trzymałam się za brzuch.
 - Moje dziecko... - wyszeptałam, a on natychmiast zabrał mnie do szpitala. Moje dziecko...

*Andreas *

 - Ona napewno za tobą tęskni - powiedziałem do Bieguna mając na myśli moja przyjaciółkę. Od rana razem z Kamilem próbujemy go przekonać, żeby walczył, jednak nadal nie powiedzieliśmy mu dobrej nowiny. Bez zgody Marty nie możemy.
 - Ale to ona nie chce ze mną rozmawiać. Już wam to mówiłem - powiedział już nieco wkurzony. Spojrzałem wymownie na Kamila, a ten tylko westchnął. Świetnie. Nagle do mieszkania weszła pewna kobieta. Na oko ma 20 lat, 1,70 m. Ma świetną figurę, ciemne włosy i te oczy. Ich zieleń przeszyła mnie całego, powodując ciarki na moim ciele. Przywitała się uściskiem z Krzyśkiem, a do nas się uśmiechnęła.
 - Cześć Kamil - ten jej odmachał, a ona wystawiła rękę w moją stronę - Sonia.
 - Andreas - powiedziałem i podałem jej rękę. Staliśmy tak dłuższy czas. Patrzyliśmy sobie w oczy, czułem przy tym przyjemne ciepło. Jednak niestety nie mogłem długo trwać w tym uścisku. Coś zaczęło wibrować mi w kieszeni. Przeprosiłem ich na moment. Spojrzałem na ekran telefonu. Marta dzwoniła do mnie. Z uśmiechem odebrałem, jednak po chwili zrozumiałem, że to właśnie nie z moją przyjaciółką mam czelność rozmawiać.
 - Marta jest w szpitalu w Lublanie - te słowa przez dłuższą chwilę dudniły mi w głowie. Jak to? Co teraz zrobisz? Nie wiem, nie ma pojęcia. Nie odzywałem się długo, co najwyraźniej zaniepokoiło Prevca - Andreas, jesteś?
  - Tak... tak jestem. Jak to, ona jest w szpitalu? - spytałem zdziwiony, ale równocześnie wystraszony. Marta to moja najlepsza przyjaciółka i mimo, że ją tyle razy skrzywdziłem, to strasznie się o nią bałem.
 - Jej były chciał ją pobić w parku. Na szczęście skończyło się tylko na tym, że popchnął ją i nie zdąrzył jej uderzyć. Nie wiem co by mogło się stać, gdybym tamtędy nie szedł - czułem, że Słoweniec złapał się za głowę. Między nimi nie było dobrze, jednak coś teraz sprawiło, że uwierzyłem, że jednak się martwi o Polkę. Chłopak powiedział mi jak się czuje dziewczyna, no i oczywiście co z jej dzieckiem, i po chwili wróciłem do moich towarzyszy. Oczywiście nic im nie powiedziałem, mieli swoje problemy. Kiedy oni nadal rozmawiali o kuzynce Stocha, ja mogłem zagłębić się w rozmowie z piękną brunetką.

 *Gregor*

 - Widzę, że naprawdę kochasz tą dziewczynę - stwierdziła mama, obserwując jak składam łóżeczko dla dziecka Marty. Zaśmiałem się. Wiedziałem, że ona traktuje mnie jak przyjaciela i nie chce, żebym aż tak się angażował. Jednak nic na to nie poradzę.
 - Tak mamo, kocham ją. Jednak ona traktuje mnie jak przyjaciela. I niezbyt chciała się tutaj przeprowadzić. Nie chcę, żebym myślał, że jest tutaj tylko przez dziecko - westchnąłem na wspomnienie rozmowy między naszą trójką. Jej brat prawie ją zmusił do tego, jednak widziałem, że po części się cieszy.
 - Nie dziwię jej się. Jest jej ciężko, bo z tego co wiem, to ojciec jej dziecka ją zdradził. Ja też bym się bała. Dbaj o nią synu - mama złapała mnie za ramię i mocno mnie przytuliła.
 - Będę mamo. A co do tej zdrady. To nikt nie zna prawdy. Nawet sama Marta. Jednak wszystko wskazuje na to, że Krzysiek ją zdradził - powiedziałem, a mama pokiwała i ruszyła w stronę drzwi. Po jej wyjściu głęboko westchnąłem.
         Kiedy skończyłem skręcać łóżeczko, spojrzałem na zdjęcie, które stało na szafce. Było to zdjęcie z zeszłego roku. Dzień przed Sylwestrem zabrałem Martę na miasto. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie.

 30 grudnia 2015 

 - Jak on mi działa na nerwy!  - słyszę melodyjny głos, dobiegający zza zakrętu. Nagle wpada na mnie niska blondynka, którą zdołałem uratować przed upadkiem. Trzymając ją za ramiona mogę wdychać jej piękne perfumy. Po chwili patrzy mi prosto w oczy, a mi aż uginają się kolana - przepraszam pana bardzo, ja nie chciałam. 
 - Jaki pan - uśmiecham się do niej serdecznie - Gregor jestem. 
 - Marta - wystawia mi rękę, a ja momentalnie ją ściskam. Niepewnie i delikatnie, chociaż po jej minie mogę stwierdzić, że stres wygrał i jej rękę mogła przypadkowo zostać zmiażdżona. - To ja ten... ja już pójdę - i po chwili mogłem tylko obserwować oddalającą się sylwetkę blondynki. Świetnie Gregor, schrzaniłeś to. 
        Przez resztę poranka myślę tylko o niej. Gregor, w co ty się wpakowałeś? Tajemniczy dziewczyna zawraca ci w głowie. Jedno jest tylko dobre - wreszcie zerwałeś z Sandrą. No i byłoby to dobre, gdyby nie moje wyrzuty sumienia. Chociaż i tak jej nie kocham. Przynajmniej teraz zdaje sobie z tego sprawę. Jej zależało tylko na moich pieniądzach. Trening poszedł mi bardzo dobrze, dzięki czemu mogę wrócić razem z Kraftem i Hayboeckiem do hotelu. Na moje nieszczęście, a może jednak szczęście wpadam na kogoś i tak jak parę godzin wcześniej ratuję tą osobę przed upadkiem. W moich ramionach ląduje ta sama blondynka co wcześniej, a za plecami słyszę gwiazdy chłopaków. 
 - To znowu ty - śmieje się i stawiam dziewczynę na podłogę. Ona otrzepuje się i obdarowuje mnie pięknym uśmiechem. Po chwili dopiero zdaje sobie sprawę, że jest to Marta Lisicka, więc natychmiast spuszczam głowę, żeby dziewczyna nie zobaczyła mojego buraka. Nie wiem w sumie czemu tak się stało. Przecież nigdy nie byłem jej fanem. 
 - Dziękuję i przepraszam. Jeszcze raz - uśmiechnęła się i również spaliła buraka na twarzy - może w ramach rekompensaty wybierzemy się na kawę? 
        Chwilę patrzyłem jej w oczy. Czy to możliwe, że ona właśnie zaprosiła mnie na randkę? Skinąłem głową i powiedziałem, żeby chwilę poczekała. Ona się zgodziła, a na szybko pobiegłem do pokoju, żeby odłożyć rzeczy. 
 - Schlierenzauer pamiętaj, ja chcę być świadkiem na waszym ślubie - Kraft poklepał mnie po plecach, q ja walnąłem go w potylicę. Ten tylko zawył z bólu. 
        Westchnąłem i wyszedłem z pokoju. Na recepcji czekała już uśmiechnięta blondynka. Chwyciłem ją za nadgarstek i zaprowadziłem na skocznie. Oczywiście po drodze kupiłem kawę, tak jak się umówiliśmy. Dziewczyna nie pałała entuzjazmem. Z grymasem na twarzy usiadła na belce i złapała za kubek kawy. Uczyniłem to samo. 
 - Podoba Ci się? - spytałem, a ona wzruszyła ramionami. Auć? - Nie chcesz tutaj ze mną być? 
 - Nie o to chodzi Gregor - westchnęła - dla mnie to nie jest jakiś nowy widok, tak jak dla dziewczyn, które pewnie tu zabierasz. Ja kiedyś skakałam na nartach i to była dla mnie codzienność. A poza tym mój brat i kuzyn skaczą więc często tu bywam. 
 - A myślałem, że to będzie wyjątkowe - szepnąłem, jednak ona to usłyszała. Mocno mnie przytuliła przy czym poprawiła mi humor. 
          Przez resztę naszego wypadu rozmawialiśmy i na skoczni można było tylko słyszeć nasz śmiech. Na koniec zaproponowałem pamiątkowe zdjęcie. Po cichu liczyłem, że z tego coś będzie. Blondynka przysunęła się bliżej mnie i dała soczystego buziaka w policzek. Zdążyłem uwiecznić to na zdjęciu, a po chwili zadzwonił mój telefon. Kraft. Ten to ma wyczucie czasu... 

Teraźniejszość 

      Nie mogłem oderwać wzroku od zdjęcia. Była taka szczęśliwa. Niby ją kocham, jednak czuję, że nie potrafię jej zadowolić. Nie jest jakaś wybredna, tylko... chyba nadal kocha Krzyśka.
      Mógłbym tak dłużej siedzieć, jednak przerywa mi telefon. Prevc? A czego on ode mnie chce? Odbieram i po usłyszenia jego słów zamieram. Marta... szpital... dziecko... To nie może być prawda. Siadam na sofie i łzy zaczynają mi lecieć ciurkiem. Tak mi na niej zależy, a nie mogę nic zrobić. Jedno jest pewne. Nie zostawię jej teraz samej. Bukuję bilet na najbliższy lot do Słowenia i zaczynam się pakować. Nie mogę jej stracić...


Kurcze... Ja naprawdę jestem zła. Niedość, że rozdział był tak dawno, za co Was naprawdę przepraszam, to jeszcze robię krzywdę Marcie. Na razie nie wiem, czy będzie Happy End. Jakoś tego nie widzę. Ale zobaczymy jak z tym dzieckiem. 
A co do rozdziału - przez egzaminy, nadrabianie zaległości i oceń nie miałam czasu i sily. Nawet wena mnie opuściľa. Ale teraz wracam, jednak nie wiem jak to będzie. Mam pytanie czy w ogóle ktoś to czyta? Aktywność jest prawie zerowa, a ja zastanawiam się na zakończeniem. Chyba, że jeszcze tu jesteście 😊
Czekam na Wasze komentarze kochani 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

czwartek, 30 marca 2017

Rozdział 21: "Jesteś chory, źle się czujesz?"

        Stałem i patrzyłem w jej ciemne oczy. Były przepełnione goryczą, ale też triumfem. Wiedziała, wiedziała, że się nie zgodzę, a wtedy ona będzie mogła się zemścić. Nie chciałem, żeby wyszło to na jaw. Związek mógł ucierpieć, a ja nie chcę tego. Dużo młodych, utalentowanych sportowców mogłoby już nigdy nie wejść na światowa skalę. Co ja narobiłem?
 - Słuchaj... - już miałem dokończyć jednak ta puściła moją rękę i pogładziła mój policzek.
 - Daję Ci tydzień. Dobrze to przemyśl. Tylko bez żadnych intryg. Zrozumiano? - kiwnąłem głową, a Maja odeszła w stronę szarego budynku. Podrapałem się po głowie. I co ja teraz zrobię. Chwyciłem telefon i wybrałem numer. Tylko ona może mi pomóc. Nie odbierze od ciebie. Przecież sam wiesz. Ale warto spróbować. Jeden sygnał... Drugi sygnał... Marta odbierz błagam cię.
 - Halo? - jej spokojny i melodyjny głos rozbrzmiał w słuchawce telefonu. Uśmiechnąłem się. Nareszcie odebrała. Po ponad miesiącu ciszy wreszcie słyszę moja siostrę.
 - Mamy problem - momentalnie spoważniałem. Nie wiedziałem jak zacząć. Po chwili ciszy odpowiedziałem jej całą historię. Słychać było, jak ciężko wzdycha. Pewnie tak jak ja podrapała się po głowie. Norma.
 - Słyszałam, że zrezygnowałeś z kariery. To oznacza, że masz wolne prawda? - spytała, a ja to potwierdziłem -  Możesz przyjechać do Lillehammer? Razem z Sobczykiem? Muszę to przemyśleć, a tak to będziesz przy mnie. I odpoczniesz.
 - Marta - westchnąłem - nie mogę. Ja mam tutaj życie. Zaraz urodzi mi się córka, szykuję się do ślubu. Nie mogę.
 - Rozumiem - odpowiedziała smutna. Nie chciałem, żeby się tak czuła, ale nie zdążyłem jej pocieszyć, bo jej kolejne słowa sprawiły, że to ja się teraz tak czułem - tu nigdy nie miałeś dla mnie czasu. Nigdy nie było cię przy mnie kiedy cię potrzebowałam. Mogłam się spodziewać, że się nie zgodzisz. Na razie.
       Rozłączyła się. A ja zrozumiałem, że przez te wszystkie lata strasznie ją zaniedbywałem. I nie tylko ja. Dlatego tak długo się nie odzywała. Tylko dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziała? Jestem okropny bratem. Mama mówiła, że ona przechodzi trudne chwile, ale nie mówiła, że jest z nią aż tak źle. Może faktycznie do niej pojadę.
         Wszedłem do domu i zobaczyłem, że nie ma moich rodziców oraz cioci Krystyny. Za to na naszej kanapie siedzieli skoczkowie i Sobczyk oraz Marcelina z Ewą i bliźniakami. Podszedłem do dziewczyn i się z nimi przywitałem.
 - Postawiła mi warunek - zacząłem - albo do niej wrócę, albo ona wszystko opublikuje. Dała mi tydzień. Kurde... dlaczego ten Prevc się na nas uwziął?
 - Ja mam odpowiedź - po chwili ciszy mój kuzyn zabrał głos - Marta. Wkurzył się, że omal nie sprzątnęła mu Kryształowej Kuli sprzed nosa.
 - Właśnie, Marta w końcu ode mnie odebrała - powiedziałem, chwytając jabłko.
 - I co? - spytała Lena.
 - Jest na mnie wkurzona. Fakt, nie byłem fair co do niej. Chce, bym razem z Grześkiem do niej przyjechał.
          Ku mojemu zdziwieniu Niemka nalegała, bym odwiedził siostrę. Nawet sam Sobczyk stwierdził, że przydałby mu się odpoczynek. Ustaliliśmy, że wyruszamy za 2 dni. Skoczkowie długo u nas nie posiedzieli. A ja po ich wyjściu mogłem zająć się moja ukochaną...

2 dni później, Lillehammer

       Zostałem zmuszony do niesienia wszystkich bagaży. Dzięki Grzesiek. Na szczęście do domu blondynki nie było aż tak daleko, więc po ok 15 min mogłem rzucić wszystkie przedmioty na ziemię. Sobczyk się zaśmiał, a ja tylko zgromiłem go wzrokiem. Ten na to nie zareagował i zadzwonił do drzwi. Nadal patrząc na niego spod byka, czekałem aż moja siostra otworzy drzwi.

*Marta*

        Od rana był u mnie Gregor. Postanowiliśmy odnowić kontakty, z czego byłam bardzo zadowolona. Co się okazało, nie jest on tylko wspaniałym i opiekuńczym chłopakiem, ale również świetnym kucharzem. Kiedy skończyłam delektować się pysznym obiadem, ktoś zadzwonił do drzwi. Zdziwiona poszłam otworzyć. Myślałam, że to Forfang, Celina albo nawet Hilde. Ale osoby, za drzwiami nie spodziewałam się wcale. Przepraszam. Osób. Pierwsze, na co skierowali wzrok, to mój wypukły brzuch. Świetni, zamiast powiedzieć chociaż cześć, to oni od razu mierzą mnie wzrokiem.
 - Cześć wejdźcie - powiedziałam i otworzyłam im szerzej drzwi. Oni skołowani weszli do środka. Usiedli na kanapę, a ja na fotelu obok. Panowała cisza. Dopóki do pomieszczenia nie wszedł Austriak, bo mój brat od razu zgromił go wzrokiem.
 - To z nim jesteś w ciąży? - spytał wściekły. A od kiedy on się mną interesuje.
 - Może najpierw jak się czujesz? Dlaczego się nie odzywałaś? - powiedziałam ironicznie. Dopiero co przyjechał, a już mnie denerwuje - i dlaczego w ogóle cię to obchodzi? Przecież nigdy się mną nie interesowałeś.
 - Jak nie? Cały czas się o ciebie martwiłem, czekałem z niecierpliwością na twój telefon, czekałem aż się odezwiesz - trochę mnie zatkało. Przez dobre kilka minut patrzyłam mu prosto w oczy. Nie kłamał. Widziałam to w jego spojrzeniu. Jego ciemne oczy były smutne, co mi strasznie przeszkadzało.
 - Przepraszam, poniosło mnie.
 - Ja też przepraszam - oboje spuściliśmy wzrok - to odpowiesz mi na moje pytanie.
 - Nie, Gregor nie jest ojcem mojego dziecka - spojrzałam na Austriaka - on jest tylko moim przyjacielem.
 - Czyli... Krzysiek? - skinęłam głową - dobra, wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać. Więc pomówmy o Mai i Peterze. Przecież nam się nie uda ich przekonać.
           Widziałam, że jest załamany. Ja też byłam, kiedy opowiedział mi, co jego była zrobiła. Dlatego nigdy jej nie lubiłam. Poszłam zrobić kawę i delikatnie słuchałam, co oni tam mówią. Skoczek również przyłączył się do rozmowy, co mnie zdziwiło. Co cię zdziwiło? To, że Patryk go nie zabił i dopuszcza go do głosu. Wracam do pokoju z gorącymi napojami i siadam obok Sobczyka, który mnie przytula.
 - Jesteś chory, źle się czujesz? - spytałam i dotknęłam jego czoła. On nigdy mnie nie przytula, dlatego byłam zszokowana.
 - Po prostu... naprawdę się za tobą z tęskniłem.
 - Oo, to takie słodkie - i mocniej się w niego wtuliłam. Trwaliśmy tak dłuższą chwilę - dobra koniec co wymyśliliście?
 - Możemy ich oszukać, wkręcić - zaczął Schlierenzauer - najpierw ty - wskazał na mnie - zaczniesz spokojnie. Pogadasz z jednym i z drugą. Jeśli to nie podziała, to możemy ich postraszyć policją. Z tego co wiem, w Polsce szantaż jest karalny.
 - Byłoby dobrze, tylko jest jeden problem. W Polsce karalne jest podszywanie się pod kogoś. Myślę, że wtedy Maja również mogłaby nas nią postraszyć.
 - Co ty - rzekł Patryk - Maja jest głupia i nie zna się na prawie. Myśli, że mandaty to kartki z pozdrowieniami od policji i dają je tylko wybranym. Wiesz ile musiałem za nią płacić?
 - Dobra... - powiedział niepewnie Grzesiek - czyli mamy plan. To w takim razie ja idę spać.
            Czasami się zastanawiam, dlaczego to właśnie on musiał być tą osobą, która pomagała nam w przekręcie? Odprowadziłam wzrokiem mężczyznę i ciężko westchnęłam. Zwróciłam mój wzrok na moją męską kopię.
             Cały czas przyglądał się mojemu brzuchowi. Jakby wcześniej żadnego nie widział. A przecież zaraz to on zostanie ojcem. Próbowałam coś wyczytać z jego spojrzenia. Jedyne co w nim widziałam, to skupienie. Jakby mocno się nad czymś zastanawiał.
 - On wie? - spytał po chwili ciszy. Przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadałam. Wiedziałam, że tak czy inaczej będzie zły. Nie miałam wyjścia. Powiedziałam mu prawdę.
 - Nie - westchnęła - i nie chce, żeby wiedział.
 - Dlaczego? Przecież on ma takie samo prawo do tego dziecka tak jak ty - lekko uniósł głos. Jednak szybko zmienił swoje nastawienie i usiadł obok mnie. Wtuliłam się w niego. Coś dzisiaj za dużo tego przytulania. Ale nie chciałam tego przerwać. Kątem oka widziałam Gregora, który z uśmiechem spoglądał na nas. Nagle zadzwonił dzwonek. Niechętnie wstałam i otworzyłam drzwi. Tym razem byli to Norwedzy oraz Celina.
 - Patryk druchu, kope lat - przywitał się z nim Hilde. To samo uczynili pozostali. Przygotowałam razem z przyjaciółką przekąski oraz napoje i po powrocie do pokoju doznałyśmy szoku. To znaczy ona doznała, bo ja oczywiście o wszystkim wiedziałam.
 - Celino, czy ty... - zaczął, ale Fannemel mu przerwał.
 - On się oświadcza! - pisnął jak mała dziewczynka, klepiąc przy tym Daniela. Biedny Tande. Szkoda mi go, przy takim Andreasie tylko psychiatry szukać dla niego. Co ja mówię? Skoro przy nim szukać, to co dopiero przy Polakach?
 - Nie oświadczam się - poprawił go - chciałbym zabrać cię w niezapomnianą podróż. Podróż naszych marzeń. Taki prezent, bo wiem, że bardzo przeżywałaś problemy w pracy, z rodzicami. Chcę, żebyś się wyluzowała. Jedziemy do...
 - Barcelony?!! - pisnęła uradowana i rzuciła się na szyję swojemu ukochanemu. To był cudowny widok.
 - Dzięki Marta - szepnął, jednak na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli.
            I już za chwilę dostało mi się. Wykład Celiny z moim udziałem był tak śmieszny, że zastąpił nam kabaret i rozrywkę na wieczór. Było dużo śmiechów. Nawet nie zauważyłam, że większość wieczoru spędziłam w ramionach Austriaka. Widziałam spojrzenie mojego brata. Z jednej strony był wkurzony. Bardziej wolał Krzyśka niż Gregora. Jednak wiem, a nawet lekko widziałam, że cieszy się moim szczęściem. Wie, że skoczek się mną zaopiekuje. Nawet o tym rozmawiali. Moje sprzeciwy na nic się nie zdają. Za 2 tygodnie przeprowadzam się do Innsbrucka. Ale zrobię Oli niespodziankę. Wiem, że teraz mam wsparcie wszystkich. Jestem szczęśliwa. Boję się tylko jednej rzeczy. Mojej rozmowy z Krzyśkiem...

Hejka :) 
Jestem, jestem i jest to coś :*
Jak Wam się podoba? Bo mi tak średnio, tak poplątałam, że już nie wiem, jak to odplątać XD
Ale szykuje coś specjalnego, za co większość z Was może mnie ukatrupić. 
Nadal szukam imion, podajcie Wasze ulubione, a w ankiecie wybierzemy najlepsze :) 
Przepraszam za błędy ortograficzne i obiecuję, że jeszcze dziś nadrobię Wasze blogi <3
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

piątek, 17 marca 2017

Rozdział 20: "Wróć do mnie"

       Nie wiedziałam, dlaczego to robię. Ciągle patrzyłam mu prosto w oczy. W te jego piękne, niebieskie oczy. Ona ma tak samo jak ja, nie może spojrzeć na coś innego. Czyżby moje uczucie do niego powróciło... nie! Nie teraz. Nie chcę nikogo skrzywdzić. Tym bardziej w tym okresie. Z moich rozmyśleń wyrywa mnie mój najlepszy przyjaciel, który aż uwiesza się na moim ramieniu.
 - Gołąbeczki nie wpatrujcie się tak w siebie. Gregor właź do środka - odsunął mnie i wpuścił do środka Schlierenzauera. Mój wzrok podążał za sylwetkami skoczków. Stanęłam koło Celiny, która z nerwów skubała swoje włosy. Złapałam ją za rękę i wysłałam pozytywny uśmiech. Wiedziałam, że denerwuje się przed rozmową z Forfangiem.
 - Ej, może pójdziemy na dwór - klasnęłam w ręce - mamy sierpień i taka piękna pogoda jest. Chodźcie i wyluzujcie się przed kolejnym zawodami. Niektórym to pomoże - wskazałam na Tandego, a ten spojrzał na mnie spod byka. Zaśmiałam się i wyszłam na dwór.
          Po godzinie już siedzieliśmy przy ognisku. Kochany Hilde właśnie piekł mi kiełbaskę, a Tande wracał z kuchni z 6 szklankami soku. Kątem oka widziałam, że Austriak cały czas mi się przyglądał. W sumie nie dziwię mu się. Wyglądam okropnie. Przytyłam i w dodatku się nie maluję. Nie mam na to ochoty. Wzięłam swoją kiełbaskę oraz picie i poinformowałam moje towarzystwo, że jestem zmęczona więc idę do siebie. Tak naprawdę chciałam pobyć sama. Popracować. Do końca sierpnia muszę nagrać wszystkie piosenki na płytę, bo później nie będę miała czasu. Studia i... w tym momencie ktoś zapukał do mojego pokoju.
 - Proszę - powiedziałam, odkładając kartki na biurko. Odwróciłam się w stronę drzwi. Zobaczyłam Gregora, który właśnie przekraczał próg mojego pokoju. Uśmiechnął się do mnie lekko i potarł swoje ręce - dawno się nie widzieliśmy.
 - To prawda. Ile to już? - zaśmiał się - nie będziesz zła jak coś powiem?
 - Nie krępuj się - powiedziałam, segregując kolejne kartki na moim biurku. Trochę się bałam tego, co on zaraz powie, ale kiedy to usłyszałam wybuchnęłam śmiechem.
 - Trochę przytyłaś - zaśmialiśmy się - Marta... czy ty jesteś... no wiesz...
 - Tak Gregor... jestem w ciąży - pogłaskałam swój już spory brzuszek - jestem w 5 miesiącu ciąży.
 - Wow - podrapał się po głowie. - nie spodziewałem się. Pogratuluj Krzyśkowi.
 - Ja i Krzysiek nie jesteśmy już razem. I on nie wie o ciąży. Nie pogratuluje mu. I proszę cię o jedno. Ty też mu nic nie mów.
 - Ale jak to? Przecież wy krzywdzicie to dziecko. Ono nie jest winne waszej decyzji o rozstaniu - podszedł do mnie i złapał mnie za ręce. Uśmiechnęłam się - proszę cię o jedno. Spróbuj chociaż dać mu szansę. Szansę na bycie ojcem. Każdy facet o tym marzy. On pewnie też.
 - Gregor... ale ja nie dam rady. Ja się boję. Boję się, że on skrzywdzi to dziecko. Że odejdzie. Tak samo jak było z nami - okłamujesz go. Niby jak? A tak, że przecież to ty odeszłaś. Nie prawda. On pierwszy odszedł do innej. Potem ja odeszłam - boję się słyszysz?
 - Ciii... już dobrze - przytulił mnie mocno i otarł łzy z policzka. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać. - ja zawsze będę przy tobie.
 - Obiecujesz? - spytałam patrząc w jego oczy.
 - Obiecuję - pocałował mnie w czoło. Tak za nim tęskniłam. I dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę - no a teraz zjadaj i kładź się spać, bo podobno wielce zmęczona byłaś.
 - Dobrze... mamo - zaśmiałam się, ale od razu mój towarzysz rozczochrał mi włosy.

*Patryk* 

 - Dlaczego ona się nie odzywa? - spytałem, stając obok stołu w kuchni. Oparłem się o krzesło i wlepiłem wzrok w mamę, która właśnie pichciła coś na obiad. Ona spojrzała na Elenę, a potem na mnie. Ciężko westchnęła.
 - Ona musi wszystko przemyśleć. Jest jej ciężko. A szczególnie teraz - po ostatnim zdaniu zaśmiała się w stronę mojej narzeczonej, a ta pokręciła głową. Uniosłem jedną brew. Co one kombinują? Pewnie, jak się ciebie pozbyć. Nie, nie prawda. One za bardzo mnie kochają. Ta, wmawiaj sobie. Nic sobie nie wmawiam. Ja bym się lepiej zastanowił. Weź, bo zaraz coś ci zrobię. Będziesz się bił z samym sobą? Ej to ja chce zobaczyć jak to będzie śmiesznie wyglądać. Zamknij się wreszcie. Ukradkiem zabrałem jeszcze mamie kawałek kapusty i pobiegłem do swojego pokoju. Po paru minutach dotarła do mnie blondynka i usiadła na moje łóżko śmiejąc się w niebo głosy.
 - Twoja mama i mama Kamila właśnie w tym momencie układają nam wesele - przybiłem sobie facepalma. Chwilę później również się zaśmiałem i skradłem jej długiego całusa. Przytuliłem ją mocno i pogłaskałem brzuch, w którym była moja mała księżniczka. Tak się cieszę, że je mam. Nie wiem, co bym bez nich zrobił. Może dalej był bym z Mają? Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu.
 - Halo? - nie patrząc na wyświetlacz odebrałem. Chwilę później tego żałowałem.
 - Czyś ty zwariował? - krzyknął Sobczyk. Oho, chyba się dowiedział. Też mi się tak wydaje.
 - Spokojnie. Możemy się gdzieś spotkać? To raczej nie jest rozmowa na telefon - spytałem. Nie chciałem, żeby Lena to słyszała. Pomyślałaby, że to jej i małej wina. A tego bym nie chciał.
 - Za 15 minut u mnie w domu - powiedział i się rozłączył.
          Początkowo Braun nie chciała mnie puścić, jednak przekonałem ją, że inaczej on tu przyjdzie i zrobi mi wielką awanturę. Do Grześka nie miałem daleko. Spokojnym krokiem i bez pukania, wszedłem do jego domu. Zdjąłem buty i usiadłem obok niego na kanapie. Po chwili spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. Byli jeszcze Piotrek, Maciek, Dawid, Stefan, Janek oraz Kamil. A oni co tu robią?
 - Grzesiek to nie tak... - zacząłem, ale on mi przerwał.
 - Jak mogłeś? - spytał ze smutkiem. Aż tak go to przygnębiło?
 - Musiałem.
 - Zdradziłeś mnie i Martę.
 - A co ma Marta do tego?
 - Byliście jednością.
 - Fakt, stanowiliśmy zgrany zespół. Ale ona nie może dłużej mnie udawać. Dlatego kończę karierę.
 - Co? - powiedzieli wszyscy chórem. Nie powiem, trochę się zdziwiłem. A ja czuję, że im wcale nie chodziło o to samo co tobie. Może oni wcale nie wiedzieli o twoich planach. Też mam takie przeczucie.
 - To wam nie chodziło o to?
 - Nie. Peter chce się zemścić. Powiedział wszystko Majce, twojej byłej. On wie o tej waszej podmiance, o tym, że prawie wszyscy wiedzieli z naszego Związku. Musimy ją jakoś powstrzymać. Ona chce to opublikować w gazecie - wstałem i podeszłem do ona. Kurde, Majka dlaczego? Byłem zszokowany. Ale dlaczgo Prevc nam to robi. Przecież nic mu nie zrobiliśmy. To znaczy ja nic mu nie zrobiłem. Nie wiem jak Marta.
 - Dobra - zabrałem głos - wy pokombinujcie jak udobruchać Prevca, ja zajmę się Mają.
           Ubrałam buty i szybkim krokiem poszedłem w stronę biura mojej byłej. Byłem wściekły. Fakt, zerwałem z nią dla innej, ale mówiła, że jest okej, że będziemy przyjaciółmi. Gównem, a nie przyjaciółmi. Ona zawsze była manipulantką, więc mogłem się po niej spodziewać, że odstawi jakieś cyrki. Ale nie spodziewałem się, że posunie się aż tak daleko. Wszedłem do budynku i skierowałem się do jej biura.
 - Możemy pogadać na osobności? - spytałem i wyciągnąłem Nowak na dwór.
 - Co cię do mnie sprowadza? - spytała z chytrym uśmieszekiem. No ja nie wytrzymam.
 - Ty dobrze wiesz co. Dlaczego ty to robisz? - skrzyżowałem ręce na piersiach.
 - Bo dostanę za to kupę siana. I wtedy ty zobaczysz jak to jest być paskudnie potraktowanym - zaśmiała się podle. A co ma przepraszam piernik do wiatraka? Wiatrak też może się spierniczyć. Ty... dobre. Muszę to kiedyś na Marcie wypróbować.
 - Ty jesteś wariatką. Lecz się dziewczyno - szybko pożałowałem swoich słów. Kiedy odchodziła, złapałem ją za rękę i odwróciłem w moją stronę. Jej piwne oczy nie były już tak samo słodkie jak kiedyś. Teraz są przepełnione jadem i goryczą. To moja wina. Nic się nie zmieniał od tamtego czasu. Nadal jest brunetką o seksownej figurze, która podkreśla jej ubiór. Musiałem coś zrobić, aby Nowak nigdzie tego nie publikowała.
 - Co mam zrobić, abyś nigdzie tego nie wstawiała?
 - Wróć do mnie - powiedziała bez namysłu. No to wpadłem...

Co Wy na to? Ktoś się spodziewał takiego obrotu akcji. Mogę jeszcze powiedzieć, że wróci jeszcze były Marty i wtedy się zacznie. 
Ja tak namieszam, a później nie będę wiedziała jak to odkręcić xd 😂
Pisze to w dzień, kiedy Polacy zostają MISTRZAMI ŚWIATA!!! Tak na to czekałam. 
Postaram się nadrobić Wasze blogi, ale wielkimi krokami zbliżają mi się egzaminy gimnazjalne i nie wiem czy dam radę. Chcę się dobrze przygotować. 
Do kolejnego i przepraszam za błędy :) 
Kocham Was :*
Pamiętajcie : KOMENTUJECIE - MOTUWUJECIE (jak ja dawno tego nie pisałam xd) 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

niedziela, 5 marca 2017

Rozdział 19: "... Ciekawe co Sobczyk ma za uszami?..."

      Szukałam go cały dzień. No nie mógł się tak nagle rozpłynąć! To była nasza pierwsza poważna kłótnia. W dodatku o błachostkę. Nie moja wina, że akurat musiał przyjść w takim momencie. To zaczynało mnie przerastać. Ja go kocham. To jak go tak bardzo kochasz, to dlaczego się tak zachowałaś? 
Nie wiem. Byłam wkurzona na mamę. Może dlatego tak wybuchnęłam. Przeszukałam już chyba całe Predazzo. A go jak nie było, tak nie ma. W ostateczności udałam się do domu osoby, której na oczy nie chciałam widzieć. On razem z mamą tak perfidnie mnie oszukał. Nie wiele myśląc i nawet nie pękające, weszłam do domu Kruczka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na kanapie zobaczyłam mojego chłopaka z moim... aż ciężko mi to wymówić... ojcem.
 - Wy obaj chcecie mnie od wczoraj wkurzyć na Amen? - warknęłam do nich na powitanie - cześć ciocia - jednak szybko zmieniłam ton widząc Agatę.
 - Stan przedmiesiączkowy ci się włącza - spytał najstarszy z synów Łukasza, a ja walnęłam go w głowę. Ten tak jak jego matka, trzymając się za głowę opuścił pokój. Zostaliśmy we trójkę. Tylko my.
 - Jesteście okropni - powiedziałam, a oni stanęli na przeciwko mnie.
 - O co ci chodzi? - spytał ex-trener naszej reprezentacji. Oj, ty już dobrze wiesz co. 
 - Po pierwsze. Ty - wskazałam na Austriaka - nie dajesz żadnego znaku życia, odchodzisz i nie dajesz mi dojść do głosu, wyjaśnić. A ty. Przez całe życie mnie okłamujesz. Jak się z tego teraz wytłumaczysz?
            Nastała cisza. Skoczek patrzył na nas zdziwiony. Nie, my nie rozmawialiśmy w języku polskim, że nic nie rozumie. On nie rozumie, co się właściwie teraz wydarzyło. Mówiłam tak szybko, że nawet nie wiem czy zrozumieli, co do nich mówiłam. Kruczek podrapał się po głowie i usiadł na swoją szarą, prawie popielatą kanapę i długo się zastanawiał nad tym co powiedzieć. W między czasie wyjaśniłem wszytko Michaelowi, a ten przytulił mnie. Spojrzałam mu prosto w oczy. Kątem oka widziałam, że jego nos wygląda już nieco lepiej. Na samo wspomnienie się zaśmiałam. Przeniosłam wzrok na niego. Tego, który okazał się być kimś ważniejszym dla mnie. Nie był już tylko wujkiem. Ale nie mogło to do mnie dotrzeć. Odsunęłam się od skoczka i usiadłam obok wujka.
 - Posłuchaj mnie... - zaczął.
 - Nie, to ty mnie posłuchaj - przerwała mu, a on spojrzał na mnie zaskoczony - dlaczego? Dlaczego całe życie razem z mamą kłamiecie? Wiesz jak się czuje dziecko, które wychowuje się bez ojca? Właśnie. Nie miałam tej miłości, bo nigdy nie poznałam mojego ojca. Do teraz - mówiłam już łykając własne łzy - myślisz, że to by się nigdy nie wydało? Ja nie wiem, co wy planowaliście, ale...
 - Ale tak zdecydowała twoja mama - tym razem to on mi przerwał, a ja poczułam, że Austriak siada koło mnie i obejmuje mnie w tali - miałem 20 lat, kiedy poznałem twoją mamę. Nie wiedziałem wtedy, że ma już trójkę dzieci. Poznaliśmy się na imprezie, ona była sama, a ja trochę już wypiłem. Zagadałem do niej, potem tańczyliśmy, a następnie... nie muszę Ci tego chyba mówić. Jakieś 7-8 miesięcy później zaprosił mnie do siebie mój brat. Nie utrzymywałem z nim kontaktu, mieszkał tu, we Włoszech. Ja cały czas myślałem o tamtej kobiecie. Włoszce. I nagle widzę ją. Jak się potem okazuje, to żona mojego brata. Nie przypominała tamtej 18-latki, z którą brał ślub.
 - Czyli mam rozumieć, że przespałeś się z żoną własnego brata? - on skinął głową - kontynuuj.
 - Zobaczyłem jej spory brzuch. Po dokładnych wyliczeniach doszedłem do wniosku, że to moje dziecko. Igor, czyli mój brat zmarł parę dni później. Nie powiedział mi, że ciężko chorował. Po twoich narodzinach Wioletta, powiedziała mi, że jesteś moim dzieckiem. Ale nie chciała, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Ja byłem gówniarzem. Miałem 21 lat. Byłem za młody na rolę ojca, ale nie odpowiadało mi to, że nie będę mógł się pochwalić innym, że mam dziecko. A potem poznałem Agatę. Ona jako jedyna wiedziała, że mam dziecko. Ślub, potem dziecko. Urodził się Michał. On był na pierwszym miejscu, a ty...
 - A ja się już nie liczyłam? - kolejne łzy spływały mi po policzkach.
 - Nie, zawsze byłem blisko ciebie. Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza. To dzięki mnie w wieku 2 lat się tutaj przeprowadziłaś. Chciałem być dla ciebie ojcem, ale nie potrafiłem, nie mogłem. Przepraszam.
          Spojrzałam na Agate, która stała za Łukaszem. Widać, że również płakała. Mocno ich do siebie przytuliłam. Później jeszcze do pokoju wpadł Michał, a jego mina była bezcenna, kiedy nas zobaczył. Oczywiście kiedy mu powiedziałam, że jest moim bratem, zaczął mnie przepraszać za wszystko co mi zrobił. Widać, że jako starsza siostra miałam nad nim władzę. Będę musiała kiedyś to wykorzystać. Postanowiliśmy wrócić do mnie. Kiedy już byliśmy w moim pokoju zadzwoniłam do Marty. Kolejna tego dnia się zdziwiła, bo zastała obraz mojego pocałunku że skoczkiem.
 - Nie róbcie tego przy ludziach - stwierdziła z nie smakiem. Zawtórowali jej Forfang, Tande, Fannemel i oczywiście mój ukochany Hilde.
 - Postaramy się - rzekł ze śmiechem mój chłopak. Opowiedziałam wszystko Marcie, a ona aż się popłakała.
 - Czyli nasz Łukaszek w młodości nie był taki święty. Ciekawe co za uszami ma Sobczyk? - zaśmiała się opierając łzy.
 - W ogóle mam dla Was nowinę - powiedziałam. Wszyscy zwrócili na mnie wzrok - jednak nie będę studiować ani pracować tu w Predazzo. Miałam szczęście, że dostałam się również na inną uczelnię i wczoraj do nich napisałam. Od początku roku będę studiować w Innsbrucku.
         Wszyscy zaczęli mi gratulować, a mój towarzysz wpił się w moje usta. Tak się cieszę, że w końcu będę blisko niego. Wtuliłam się w jego tors i ponowiłam rozmowę z Polką i Norwegami. Było dużo śmiechu. Jak zwykle, ja i Hilde najgłośniej się śmieliśmy. Było jak zwykle. Było wspaniale.

 *Marta*

 - Strasznie się zmieniała przez te kilka miesięcy - stwierdził Tom, kiedy zakończyliśmy rozmowę z Kruczkową i Hayboeckiem.
 - Tak ci się tylko wydaje. Ona jest sobą, tylko się zakochała - powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Oddałam laptopa Forfangowi i wzięłam dużego łyka wody.
 - Nie pogniewasz się jak ktoś do nas dołączy? - spytał Johann, opierając głowę na moim ramieniu. Odwróciłam wzrok w jego stronę i pokręciłam głową. W głębi duszy byłam strasznie ciekawa, kto to będzie.
          Poszłam do pokoju, gdzie obecnie przebywała Celina. Ostatnio jest coś nie w sosie. Coraz częściej kłóci się ze swoim chłopakiem, a ja nie wiem jak jej pomóc. Ostrożnie uchylam drzwi. Kiedy Norweżka mnie zobaczyła, od razu się uśmiechnęła. Usiadłam obok niej, a ona podparła się na łokciach, żeby lepiej mnie widzieć. Zaśmiałam się na ten widok, bo Celina leżała na brzuchu, i kiedy podparła głowę, jej poliki się spłaszczyły.
 - Celina powiedz mi, co cię gryzie - rzekłam, patrząc jej prosto w oczy. Ona podniosła się i ciężko westchnęła.
 - Mam być szczera - skinęłam głową - mam wrażenie, że... że Johann mnie zdradza.
 - Co?! Ale ja... jak to? Przecież wy jesteście taką idealną parą. Wszędzie razem, piękni, młodzi. On cię kocha. Skąd ten pomysł, że cię zdradza? - byłam zszokowana. Kiedy poznałam Robertsen, wiedziałam, że jest strasznie zazdrosna. Ale nigdy tego nie pokazywała. Widać, Johann musiał zrobić coś, co mogło jednoznacznie wskazywać na zdradę.
 - Często gdzieś wychodzi. Ma mnie gdzieś. Ostatnio w jego kieszeni znalazłam nawet chusteczkę, a na niej pomadkę. I do tego jego kurtka pachniała damskimi perfumami - kiedy skończyła, zaczął zjadać mnie stres. Dobrze wiedziałam, co kuje skoczek. Chciał zabrać dziewczynę na romantyczną wycieczkę. Dlatego się wymykał. Chusteczka? Na niej nie ma pomadki tylko matowy błyszczyk, który Celina bardzo chce. A pachniała perfumami, bo ja w tym czasie szukałam czegoś dla siebie. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Zaczęłam skubać koc, na szczęście dziewczyna tego nie zobaczyła.
 - Porozmawiaj z nim, okej? - skinęła głową i mnie przytuliła. Ja odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że jak ona dowie się prawdy, to Forfang mnie zabije. I zapewne będzie oskarżony o podwójne morderstwo. Zeszłyśmy na dół. Dziewczyna usiadła na kolanach swojego chłopaka, a ja wcisnęłam się pomiędzy Hilde, a Tandego. Ten drugi objął mnie ramieniem. Zaczął mówić, a raczej namawiać mnie, że jak skończę studia, to za wszelką cenę mam zostać managerem Team Norway. Pokręciłam głową. Nie będę się zgadzać, jak nie wiem, czy w ogóle te studia skończę. Kiedy usłyszałam dzwonek, poszłam otworzyć drzwi. Nie mogłam uwierzyć kogoś zobaczyłam za nimi. Uczucie wróciło. Spojrzałam mu prosto w oczy. Dlaczego cała trójka musi mieć je tak piękne?

TADAM!!! 
Jestem, żyje i przedstawiam Wam to coś. Trochę namieszałam. Ola odkrywa ojca, jedzie do Austrii, a Marta. Jej uczucia wygrają czy może jednak rozsądek, jeśli chodzi o pana zza drzwi? Domyślacie się kto to takie? Podpowiem... albo jednak nie. Będę wredna i Wam nie powiem. Ale mogę zdradzić, że w kolejnym rozdziale namieszam jeszcze bardziej :) 
Trzymamy kciuki za Polaków. 
Uwaga! - szukamy imienia dla córeczki Patryka i Eleny!!! Wybiorę 3 najlepsze imiona, na które będziecie mogli później głosować w ankiecie :) Imię o największej ilości głosów - oczywiście wygra. 
Komentujcie - motywujecie mnie tym bardzo :) 
Zapraszam na resztę moich blogów, a Wy podajcie linki do swoich. 
Również zapraszam do ankiety :) Będzie mi miło jeśli zagłosujecie :*
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

czwartek, 16 lutego 2017

Rozdział 18: "... Wiem! Wyjadę do Honolulu i będę małpki straszyć..."

*Ola*

 - A ty jak myślisz? - spytała Marta, wyrywając mnie przy tym z amoku. Oj, nie ładnie tak innych nie słuchać. Oj, nie ładnie mnie tak denerwować.
 - Przepraszam, co mówiłaś?  - spytałam ze skruchą.
 - Ej, co jest? - spytała siadając na pobliską ławkę - Ostatnio jesteś jakaś nieobecna. To przez Michaela?
 - Nie, to nie przez niego. Ostatnio cały czas myślę o moim ojcu. Nigdy się nie zagłębiałam w jego temat, bo mama nie lubiła o nim mówić. Ale teraz nie daje mi to spokoju.
       Blondynka przytuliła mnie mocno, a ja lekko się uśmiechnęłam. Obie zaczełyśmy patrzeć na dzieci biegające na placu obok Kościoła Mariackiego. Tak, jesteśmy w Krakowie. I nie podoba mi się to. Ona dziś wylatuje do Oslo, a ja do Predazzo, gdzie teraz będę najprawdopodobniej pracować z wujkiem i może studiować. Nie chcę zostać sama z tym problemem. Zawsze to Marta mi z nimi pomagała... co ja gadam? Ten głupek zamiast mi pomagać, to zawsze odwala jakieś cyrki. Dlatego dziwi mnie jej dzisiejsze zachowanie. Czy coś się stało?
 - Czyżby twoje uczucie do Wellingera kwitło? - spytałam, zabawnie poruszając brwiami. Ona jedynie przewróciła oczami.
 - Nie. My jesteśmy tylko przyjaciółmi. Teraz tak na serio. Jest inny powód - uśmiechnęła się - ale o nim powiem Ci kiedy indziej.
 - No ej. Foch - pokazałam jej rękę i wstałam z ławki, pewnym krokiem kierując się przed siebie. Ona jednak cała "happy" dogoniła mnie i razem ruszyłyśmy w dobrze znanym nam kierunku.

1 dzień później, Predazzo, Włochy 
   
           Siedziałam na ziemi między papierami. Musiałam wszystko wypełnić przed rozmową z dyrekcją związku. Byłam bardzo zestresowana. Jak nigdy. Na moje szczęście pomogła mi moja starsza siostra, Laura.
 - Widzisz, i co ty byś beze mnie zrobiła - spytała głupio się do mnie szczerząc. Czasami się zastanawiam, czy ona naprawdę ma te 30 lat. Bo zachowuje się czasami gorzej niż jej 7-letni syn.
 - Mam do ciebie pytanie - powiedziałam po chwili ciszy - jaki była tata? To znaczy... opowiedz mi o nim.
            Dziewczyna była trochę zakłopotana. Nie dziwię jej się. Nigdy nie pytałam o ojca. Siedziała i patrzyła się na mnie. Widać, że dobrze analizowała moje słowa. Westchnęła głęboko i mnie przytuliła. Kolejny raz w tym tygodniu się zdziwiłem. Przecież moja siostra nigdy mnie nie przytuliła. No może kiedyś jej się zdarzyło. Oderwała się ode mnie i ogarnęła moje czarne loczki, które spadły na moje czoło.
 - Miała ci to powiedzieć mama, ale znając ją, to do śmierci się tego nie dowiesz - jej ton spoważniał. Zaczęłam się bać - nie mamy tego samego ojca. Nie mogę ci o nim opowiedzieć. Nie mogę, bo go nie znam.
          Szok. Co ona do mnie mówi? Jej słowa zadawały mi coraz większe ciosy, z każdym ich wypowiedzeniem. Nie tak to sobie zaplanowałam. Miała mi opowiedzieć, jaki to on był cudowny. Jakim był świetnym ojcem. A nie, że go nie zna, bo ja mam innego ojca. Łzy pociekły mi po policzku. Nic nie mówiąc wstałam i pobiegła do mojego pokoju. Słyszałam jak Laura coś jeszcze do mnie woła, ale ja już nie mogłam jej słuchać. Wiem, że chciała zrobić dobrze. Wyręczyła mamę. Ale jednak to bolało. Cholernie bolało. Włączyłam Skype'a i zadzwoniłam do Marty. Jakie było zdziwienie blondynki, kiedy jej o wszystkim powiedziałam.
 - I co teraz zrobisz? - spytała po chwili ciszy. Popatrzyłam na jej błękitne oczy. Chciałam, żeby dały mi jakąś podpowiedź, ale przez ekran nie mogłam nic dostrzec.
 - Szczerze... to nie wiem. Nic już nie wiem. Ja nawet nie jestem już pewna, czy nazywam się Aleksandra Kruczek. A może jednak Wiesia ze Wsi - Marta się zaśmiała, a ja cały czas trzymałam się za głowę. Wiem, że ona się śmiała z tego co powiedziałam. Tak kiedyś wymyśliłam i dla żartów na siebie mówiłam. Ale mi jednak nie było w tym momencie do śmiech. - Wiem! Wyjadę do Honolulu i będę małpki straszyć.
           Lisicka się zaśmiała po raz kolejny tego dnia. Brakowało mi tego. Dawno nikt jej takiej nie widział. Wiedziałam, że jest coś na rzeczy, ale nie wiedziałam co. Do tej pory była załamana faktem, że już nie jest z Krzyśkiem. Może ma kogoś? Nie sądzę. Wszystko jest możliwe. Mam teraz wątpliwości. Spojrzałam na nią jeszcze raz. Śmiała się. Tylko teraz z Forfanga. A ja do nie dołączyłam. Bo kto by się nie śmiał z chłopaka, który założył nos clowna i próbuje żonglować. Celina nie mogła już wytrzymać i pokazała mu jak się to robi. Oni są tak cudowną parą. I cieszę się, że Marta znalazła tam jakiś porządnych przyjaciół.
 - Teraz ty mi musisz coś powiedzieć. Co jest? Jesteś inna niż ostatnio. Jesteś... wesoła.
 - Bo wiesz... ja... oj to nie jest temat na Skype'a. Mam dla ciebie radę. Do której twoja mama jest na zakupach?
 - No jeszcze jakąś godzinę, ale mogę wysłać jej jeszcze dodatkowe zakupy, żeby ją zająć.
 - To poszukaj trochę o nim w papierach twojej mamy. Napewno w dokumentach ma coś o nim.
 - Świetny pomysł. Mówiłam już, że cię kocham? - dziewczyna skinęła głową - to lecę papa.
           Rozłączyłam się i po cichu poszłam do pokoju na przeciwko. Jednak uświadomiłam sobie, że Laura wyszła z domu. Pewnie po Doriana. Lekko uchyliłam drzwi i podeszłam do szafki z dokumentami. Pełno tego było. Przelewy, rachunki, akty urodzenia...  Czekaj wróć? Sprawdź w aktach urodzenia, może tam jest coś napisane. Masz rację. Otwieram szerzej teczkę.
Laura
Luiza
Sara
O jest i moje. Przeglądam dokładnie i szukam odpowiedniego miejsca.
Matka - Wioletta Kruczek.
Ojciec - NN
Dzięki mamo. Nie ułatwiasz mi zadania. Patrzę dalej w inne dokumenty. Mam drzewo genealogiczne mamy. Co jest dziwne. Nie ma w nim wujka Łukasza. Czyżby on tak naprawdę nie był jej bratem? To się zaczyna robić chore. Później znajduje zdjęcia. Pełno z wujkiem. I z tatą dziewczyn. Na jednym są sami. A podpis na obrocie zwala mnie z nóg. "Bracia Kruczek na imprezie urodzinowej mamy".
        Ale to co znajduje potem wprawia mnie w złość, a jednocześnie w rozpacz. Zdjęcie z moim prawdziwym ojcem. Słyszę jak matka wchodzi do domu. Szybko chowam dokumenty, zabieram zdjęcie i schodzę na dół. Staje na przeciwko niej, a kiedy próbuje mnie pocałować w czoło, momentalnie się odsuwam. Zdziwiona pyta.
 - Co jest skarbie?  - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Oj, niech przestanie. Zaraz tego uśmiechu nie będzie już miała.
 - Ty mi tu nie skarbuj, okej. Kiedy miałaś zamiar mi powiedzieć? - syczę i rzucam przed nią zdjęcie. Ona je podnosi i głośno wzdycha. Chyba się tego nie spodziewała.
 - To nie tak skarbie... ja... ja nie byłam gotowa, on tak samo. Nie chcieliśmy, żeby to się wydało. A kiedy zmarł Igor powiedziałam, że nie wpisze ojca, bo on nie żyje.
  - Ale kłamałaś.
  - Tak, ale....
  - Nienawidzę cię. Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że wujek jest moim ojcem. Jak mogłaś mnie okłamywać, że on jest twoim bratem, a tak naprawdę nim nie był. Romans bym jeszcze przeżyła. Ale nienawidzę cię za to, że przez całe życie ukrywałaś przede mną prawdę. Prawdę, że Łukasz Kruczek... to mój ojciec.
        Ostatnie zdanie wypowiedziałam z gulą w gardle. Przetarłam policzki i założyłam buty. Widziałam, że chce się sprzeciwić, ale ja szybko wyszłam z domu mijając Luizę. Zdążyła dać mi tylko zaproszenie na swój ślub, a ja pobiegłam dalej.
          Pobiegłam do mojego najukochańszego miejsca na ziemi. W lasku zwolniłam tempo. Musiałam się zastanowić nad wszystkim. Doszłam nad moją ulubioną polane. Od dziecka tu przychodziłam razem z siostrami. Usiadłam na oponie, którą powiesił tu narzeczony Luizy. Tylko wtedy byli przyjaciółmi. Miałam 7 lat. Wszystko było wtedy takie proste. Pamiętam jak ówczesna 17-letnia Laura razem z 15-letnią Luizą wrzucał do strumyczka 12-letnią Sarę. Obrywało się wtedy także mi. Bo Rafael, czyli obecnie narzeczony mojej siostry, za każdym razem wrzucał mojego ukochanego misia do wody. Na samo wspomnienie mojego płaczu zaśmiałam się lekko.
        Wstałam z opony, podeszłam do strumyka i zanużyłam w nim ręce. Dlaczego oni mi to zrobili? Osoby, które uważałam za wzór. Wujek, który namówił moją mamę na przeprowadzkę do Polski, bo tak będzie lepiej dla mnie. Ten, który przez całe życie zastępował mi ojca. Okazał się nim być naprawdę. Matka, mając własną firmę, i w Polsce i we Włoszech. Ta, która zawsze wpajała nam, że prawda jest najważniejsza. Ze trzeba być szczerym, ale też lojalnym i uczciwym wobec innych. Ja już nie wiem, nie wiem już nic. Zawiodłam się na nich. Oszukiwali mnue cały czas.
          Otarłam łzy, które już od dłuższego czasu spływają mi po policzkach. Nagle poczułam przyjemne ciepło na moim brzuchu. Czyjeś ręce oplotły moją talię. Nie powiem, ale tak się przestraszyłam, że uderzyłam tą osobę w nos. I to nieźle. Dopiero kiedy się odwróciłam. Nieźle tego pożałowałam.
 - Czy ty już do reszt oszalałeś? - spytałam Austriaka, czując jak przyśpiesza mi puls - to, że jesteśmy razem, nie znaczy, że możesz mnie przyprawić o zawał.
 - A ty możesz łamać swojemu chłopakowi nos - powiedział ironicznie, a ja wywróciłam oczami. Podeszłam do niego i delikatnie uniosłam jego twarz. Nie wygląda to najlepiej. Ocierając zmoczoną chusteczką jego zakrwawiony nos, zastanawiałam się nad jednym. Co on tu robi? Miał jechać na wakacje z Kraftem i jego dziewczyną. Oraz Wellingerem. Patrzyłam mu prosto w oczy. Był na mnie zły. I to bardzo.
 - Skąd wiedziałeś, że tu będę? I dlaczego mi nic nie powiedziałeś? - spytałam z wyrzutem.
 - Twoja siostra mi powiedziała, że mogę cię tu znaleźć. Chciałem Ci zrobić niespodziankę - powiedział ze skruchą.
 - A może ja nie chciałam, żebyś przyjeżdżał?! - krzyknęłam na niego. Jednak za chwilę tego pożałowałam. - Michi ja...
 - Nie spokojnie - przerwał mi - najwyraźniej to ja zrobiłem błąd. Chciałem spędzić czas z moją dziewczyną. Ale najwyraźniej ona tego nie chce. Daj znać jak przejdą ci humorki.
          Wurzycił z siebie te okropne słowa i odszedł. Po prostu odszedł. Chciałam go jeszcze zawołać. Ale nie miałam już siły. Powoli osunęłam ci oparta o drzewo i zaczęłam znowu płakać. Kolejny raz tego przeklętego dnia. Poczułam jak z obu moich stron ktoś mnie przytula, a ja natychmiast podnoszenia głowę. Obok mnie siedzą moje siostry. Uśmiecham się do nich blado i znów płaczę, tylko teraz w kolana najstarszej siostry, która siedzi przede mną.
 - Wszystko będzie dobrze - mówi Sara odgarniając moje mokre od płaczu włosy. Kręci głową.
 - Nic nie będzie dobrze. Okazuje się, że mój ojciec je dla żyje, mama mnie okłamywała, a w dodatku pokłóciłam się z chłopakiem, na którym mi naprawdę zależy - znów zapisałam się szlochem.
 - Mam pomysł - powiedział Rafael, którego wcześniej nie zauważyłam. Powiedział w tym pięknym języku, którego dawno nie słyszałam. Jestem w połowie Włoszką, ale nie posługuje się tym językiem. Wolę język polski.
 - Jaki? - spytałam w jego ojczystym języku. I co nie wyszłam z wprawy.
 - Pobawmy się jak za dawnych lat. Wcześniej nie mieliśmy tylu problemów i było tutaj tak świetnie w wakacje. Ale teraz nie masz pluszaki. To nic. Podzielisz los Sary.
            I zaraz zostałam wrzucona razem z moją siostrą do rzeczki. Nie pozostałyśmy im dłużne i zaraz wszyscy chlapaliśmy się w wodzie. Przez cały czas zastanawiałam się nad dwiema rzeczami. Jak zareaguje Łukasz, kiedy się o wszystkim dowie? A może on o tym wie? I najważniejsze.... dokąd poszedł Hayboeck?


Nie jest najlepszej jakości, ale jakoś ujdzie :) 
Nie rozpiskę się dzisiaj za dużo :) tak jak w przypadku rozdziału. 
Rozdział dedykowany - Drumczik :*
Kochana jesteś i motywujesz mnie do pisania. 
Mama nadzieję, że kolejny będzie ciekawszy, bo wróci do gry pewien osobnik płuci męskiej... 
Zapraszam na resztę moich blogów o dziękuję za Wasze mile słowa. 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

środa, 15 lutego 2017

Rozdział 17: "Chyba się zaczęło..."

 *Elena* 
       
          On nadal przede mną klęczał. Ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bałam się. Bałam się, że on mi się oświadcza tylko z powodu dziecka. Nie chciałam takiego ślubu. Ślubu przez ciążę. Z drugiej strony, ja go kocham. I chce spędzić z nim resztę życia.
 - Elena? - spytał nieśmiało. Zdałam sobie sprawę, że długo tak stałam i myślałam. Musiałam coś odpowiedzieć.
 - Tak! - powiedziałam po jeszcze chwili namysłu. Poszłam za głosem serca. Patryk poderwł się na równe nogi i założył pierścionek na mój palec. Podniósł mnie i obkręcił wokół własnej osi. Na końcu wpił się w moje usta, odstawiając na ziemię. W końcu jesteś szczęśliwa? 
Tak. Jestem szczęśliwa. Mam Patryka, wrócił Luca, są moi prawdziwi przyjaciele, zyskałam też rodzinę. A niedługo na świat przyjdzie ona. Dopełnienie wszystkiego. Wiesz mimo, że my sumienia uwielbiamy was denerwować, nawet czasami za bardzo, czekamy na takie chwile jak te. Jesteśmy szczęśliwi, bo nasze rady nie idą na marne. I mi się chce płakać, że jesteś szczęśliwa. Wiesz jak długo czekałam na takie słowa? Jesteś kochana. Przytulam jeszcze raz Lisickiego i przyjmuję gratulacje od innych.

 *Marta*

 - Możemy porozmawiać? - pyta Biegun, chwytając mnie za bark. Szybko zrzucam jego rękę i krzyżuję ręce na piersi.
 - Chyba nie mamy o czym - wycedzam przez zęby. Widzę, że Krzysiek chce coś powiedzieć jednak go wymijam o idę do Ewy. Nie dlatego, że nie chce z nim rozmawiać. Dlatego, że pani Stoch źle wygląda. Chłopak podąża za mną.
 - Wszystko w porządku - łapię ją za ramię. Ona patrzy na mnie. Jest cała blada, a gdyby nie to, że razem z Krzyśkiem ją trzymamy, to nie wiem czy by tu nie zemdlała.
 - Chyba się zaczęło - szepcze i znowu zgina się w pół. Wszyscy są tak zajęci życzeniami, że nie widzą co tutaj się dzieje - ja się boję, to jest dopiero 37 tydzień.
 - Gdyby był nie wiem 33 tydzień to mogłabyś się bać - próbuję ją pocieszyć, jednak po jej minie wnioskuję, że nie udało mi się to. - jestem z tobą. Krzysiek - zwróciłam się do mojego byłego - zabierz Ewę do samochodu, masz kluczyki. Ja idę po Kamila.
        Tak więc zrobiliśmy. Oni powoli poszli do mojego auta, a ja poszłam po mojego kuzyna. Jednak kolejka z życzeniami była długa, a on był w połowie jej. Nie miałam jak się przedostać. W sumie źle stwierdziłam. To nie była kolejka. To jeden wielki tłum jak na podpisywaniu płyt. Dlaczego ty porównujesz wszytko do muzyki. Bo mogę. I to jest moja praca. Kocham to. Ale bez przesady. Oddziel życie prywatne od zawodowego. Przełożmy tą rozmowę na później, dobrze? Wracając do tematu. Obeszłam całe zgromadzenie i stanęłam koło przyszłych państwa młodych.
 - I co cieszysz się, że twój brat się oświadczył? - spytał podekscytowany Kamil, a mój bliźniak jak na zawołanie objął mnie w pasie i pocałował mnie w czoło. Odsunąłam się od niego, a ten zmarszczył czoło.
 - Nie cieszysz się? - spytał zawiedziony, a wszyscy ucichli. Dlaczego zawsze jak chce komuś pomóc to wychodzi to źle dla mnie?
 - Cieszę się, ale nie o to teraz chodzi - młody odetchnął z ulgą. Jednak wszyscy się nadal na mnie gapili - mamy alarm. Ewa zaczęła rodzić, jest w samochodzie z Krzyśkiem - Kamil ja z procy, zaczął przeciskać się przez zgromadzonych. Podążyłam za nim, a cała reszta za nami. Kiedy doszliśmy do auta, była chwilowa kłótnia, kto ma prowadzić. Skończyli się tak, że jedni mieli pojechać do nas po rzeczy i oznajmić rodzicom, że to już czas. Drugie auto prowadziłem ja, jechała oczywiście jeszcze Ewa z Kamilem, obok mnie Justyna, z tyłu jeszcze Aga od Maćka, Żyła i Biegun. Kiedy dojechaliśmy do szpitala Stoch została zabrana na badania, a my jedynie mogliśmy siedzieć na korytarzu i gapić się w sufit.
 - A pamiętasz jak ty rodziłaś Justynka? - spytał Żyła. Czekaliśmy już dobre 2 godziny i nic. Nikt nie mógł do niej wejść.
 - Ty pewnie nie pamiętasz. Byłeś tak zestresowany, że przy Kubie pomyliłeś szpitale, a przy Karolince zemdlałeś na sali - powiedziała zmęczona kobieta. Siedziałam pod ścianą oparta o Agnieszkę, a Justyna leżała oparta o nogi Piotrka i robiła coś na telefonie. Kamil nie mógł usiedzieć w miejscu. A Biegun? On stał oparty o ścianę i cały czas mnie obserwował. W pewnym momencie przyszła pielęgniarka i poprosiła mnie oraz Kamila.
 - Pana żona prosiła, abym wezwała państwa. Chce abyście byli przy porodzie - no tak. Ewa mówiła, że chce abym ją wspierała, bo boi się, że mój kuzyn może zemdleć i zostanie z tym sama. Ubraliśmy się w specjalne stroje i weszliśmy na salę porodową. Stanęliśmy po obu bokach Ewy i czekaliśmy, aż lekarz da jej znieczulenie.
 - Godzina 18:23, jest to chłopiec - z twarzy Kamila nie schodził uśmiech. Widziałam łzy w jego oczach. Na świecie jest jego pierworodny. - godzina 18:25, dziewczynka - i tu mocno ścisnęłam Ewke. Dała radę. Pierwszy raz byłam przy porodzie, a do tego była to cesarka.
            Kilkadziesiąt minut później byliśmy już wszyscy w sali. Udało się nam namówić pielęgniarki, aby weszło tyle osób. Plus jeszcze Maciek, Patryk i Elena. Było wspaniale.
 - Kolejne bliźniaki w waszej rodzinie - powiedział Hula - mam nadzieję, że nie będą mieli tak głupich pomysłów, jak ta dwójka - pokazał palcem na mnie i mojego brata. Oboje wytkneliśmy mu język. Spojrzałam na mojego kuzyna, który stał obok ze swoją córeczką. Oparłam głowę o jego ramię.
 - To powiecie nam, jak nazywają się maluchy? - rzekła Justyna po chwili ciszy. Ewa uśmiechnęła się do Stocha, czym dała mu sygnał, żeby to on powiedział.
 - To jest Wojtek - na te słowa pani Stoch uniosła troszeczkę wyżej swojego syna - a to - w tym momencie spojrzał na mnie. Czy oni nazwali córkę Marta, że się tak na mnie patrzy? A może... nie, napewno nie to imię - to jest Jagoda - jednak. Moja młodsza siostra też była ważną częścią życia Kamila. Kochał ją tak samo mocno jak mnie, albo jak ja ją kochałam. Co ja mówię. My nadal ją kochamy. Ona jest w naszych sercach. I w sercu małej Jagódki. Łzy popłynęły mi z oczu.
  - Po kim te imiona? - spytał Maciek - widzę po minie Marty, że nie zostały nadane bez powodu.
 - Wojciech wybraliśmy dlatego, że mi się bardzo podobało to imię, a Jagoda - tu Ewa urwała niepewnie. Jakby się bała poruszyć ten temat - to imię jest po młodszej siostrze Lisickich, która zmarła jak miała 3 lata.
            Wszyscy ucichli. Nikt nie wiedział, że mieliśmy siostrę. Nawet Elena. Był to temat ciężki dla mnie i nie lubiłam o tym rozmawiać.
 - Elena! - przerwałam ciszę, bo przypomniała mi się ważna rzecz - my zostawiliśmy twojego brata, a on kompletnie nie zna Zakopanego. Musimy lecieć. Odpoczywaj Ewa - pozegnałyśmy się ze wszystkimi i razem z Patrykiem szybko wyszliśmy z sali.
 - Będzie wściekły - stwierdziła Elena.
 - Nie no, chyba nam wybaczy, przecież dzisiaj jest nasz dzień - uśmiechnął się do Eleny i zaczął zabawnie poruszać brwiami. Zrobiłam mocnego faceplama.
 - Nie tylko wasz braciszku - odezwałam się na co on spiorunował mnie wzrokiem.
             Na szczęście Luca był u Klimka i Agi. Odetchneliśmy z ulgą i zabraliśmy brata Niemki do domu. Na zajutrz stwierdziłam, że wybiorę się na grób Jagody. W końcu to dziś rocznica śmierci. Będąc na cmentarzu zapaliłam znicz, pomodliłam się i usiadłam na ławeczce obok grobu. Dzisiaj miałaby już 11 lat. Czasami to właśnie ja obwinia się za jej śmierć. Przecież ja pierwsza zachorowałam i bawiłam się z nią będąc chora. Mimo, że mama mi zabraniała. Wszyscy mi mówią, że jestem nienormalna. Obwiniam się, że to przeze mnie, a inni mówią, że nie. I mają rację. No właśnie nie mają racji. Byłaś mała. Skąd miałaś wiedzieć, że to wszystko się tak potoczy. Ale poza tym, ona złapała coś w szpitalu, więc nawet się do tego nie przyczyniłaś. Oj dobra, skończmy temat, bo zaraz się rozkleję.
           Nagle z moich przemyśleń wyrwała mnie osoba, która usiadła obok mnie. Wszędzie rozpoznam te oczy. Zadały mi tyle bólu. Że on ma jeszcze czelność po tym wszystkim tutaj przychodzić?
 - Po co tu przyszedłeś? - syknęłam przez zęby. Nienawidziłam go po tym wszystkim.
 - Ile miała lat? - spytał, nie zwracając uwagi na to co powiedziałam.
 - A co ciebie to obchodzi? - spytałam, ale stwierdziłam, że nie będę tak chamska jak on - 3 lata. Dziś miała by 11.
 - Przepraszam. To była twoja siostra, prawda? - kiwnęłam głową - Ej ty, Jagoda. Tak, ty w niebie. Muszę Ci powiedzieć, że masz naprawdę mądrą siostrę. I w sumie mam za swoje - teraz zwrócił się do mnie, a ja się zaśmiałam. On odstawiał tutaj, można powiedzieć, że cyrk. - tak, mam za swoje. Dałaś mi szansę, a ja jej nie wykorzystałem. Straciłem twoje zaufanie. I dlatego przyszedłem tu, żeby cię przeprosić.
 - Andreas, ty nic nie rozumiesz - przerwałam mu - Zwykłe przepraszam nie wystarczy. Najpierw mnie zdradziłeś. Potem wiedząc, że mam kogoś, bezczelnie mnie pocałowałeś. Ja nie wiem co mam o tym myśleć.
 - Czekaj. To zacznijmy od nowa - wzruszył ramionami i wystawił rękę - Jestem Andreas, bożyszcz nastolatek i wspaniały skoczek narciarski.
       Przewróciła oczami. Jego inteligencja naprawdę mnie dobija. Ale on nadal trzymał tą rękę. Widać było, że nie żartował. Ale co ja miałam zrobić? Jego oczy błądziły po mojej twarzy, a moje serce chyba dało za wygrane, bo zrobiłam coś czego nigdy normalny człowiek by nie zrobił.
 - Marta. Miło cię poznać - uśmiechnęłam się - to jest ostatnia szansa Andreas. Nie zawiedź mnie. Ale jesteśmy przyjaciółmi jak coś.
         Niemiec zaśmiał się, a ja tylko lekko się uśmiechnęłam. Ja naprawdę mam za dobre serce. Jestem idiotką.

 *Elena*

 - Jesteś idiotką! - krzyknęłam na Polkę. Ona jest naprawdę nienormalne. Tak jak ty. Nie pomagasz. - przecież on cię już tyle razy skrzywidził. Ty nie myślisz.
 - Kochanie uspokój się - podszedł do mnie Patryk i przytulił mnie od tyłu - przecież do trzech razy sztuka.
          No ja z nimi nie wytrzymam. Walnęłam Patryka w brzuch i spojrzałam na jego siostrę. Stała oparta o futrynę. Ja nie wiem co ona ma z tym Wellingerem? Już nawet tamten Schlierenzauer był lepszy. Ona nie może wybaczyć osobie, która ją tak zraniła. Wiem, że oni nie są parą, ale co z tego. Ja nie chcę, żeby ona miała kontakt z tym debilem. Spojrzałam jeszcze raz na Patryka. Westchnęłam głośno.
 - Wiesz, że mi się to nie podoba. A jak on znowu cię skrzywdzi? Pamiętaj, że za drugim razem też byliście przyjaciółmi. Ale niech wam będzie. Żeby tylko potem nie było, że "A nie mowilam" - zaśmiałam się i poszłam do mojego pokoju.
           Rzuciłam się na podwójne łóżko. Oni mnie dobijają. Nagle drzwi się uchyliły i powoli wszedł do pomieszczenia mój narzeczony. Narzeczony. Jak to pięknie brzmi. Usiadł delikatnie na skraju mojego łóżka. Podniosłam się na łokciach, a on delikatnie musnął moje usta. Uśmiechnęłam się. Nagle poczułam coś wspaniałego. Aż złapałam się za brzuch.
 - Co się stało? - spytał lekko przerażony chłopak. Zaśmiałam się cicho.
 - Nic. Wszystko w porządku. Tylko... mocno kopie. Aż za mocno. Chcesz dotknąć? - spytałam, a on pokiwał głową. Wzięłam jego rękę i położyłam ją na mój brzuch. Mała zaczęła szaleć, a jemu uśmiech nie schodził z twarzy. Moje życie zaczęło się nareszcie układać. Narzeczony, dziecko w drodze. Może nie wymarzyłam sobie, że zdarzy się to tak wcześnie. Ale to jest to. Tak właśnie chciałam. Polak mocno się do mnie przytulił, a ja lekko przymknęłam oczy, zasypiając w jego objęciach.


Witajcie, witajcie :) 
Jak Wam się podoba? Bo mi średnio. Mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy xd 
Kto stęsknił się za Aleksandrą? I Michaelem? A może są tu fani związku Marty i Gregora? Może Marta i Welli? Chyba, że wolicie wydanie Lisicka-Biegun?
Zostawiam to Wam, może mnie olśnicie. 
Kto nie może się doczekać Lahti? Ja nie mogę ❤️
Jestem podekscytowana. 
Zapraszam na moje inne blogi i do zobaczenia w przyszłym tygodniu (albo w weekend) 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

niedziela, 12 lutego 2017

Halo?!

Jest tu jeszcze ktoś? 
Brak komentarzy, czytelność bloga spada. 
Ja nie wiem, czy piszę już okropne rozdziały, czy Wam się już znudziło. A może coś innego? 
Jeśli nadal jesteś razem ze mną i interesuje Cię to opowiadanie - daj znać w komentarzu. 
Mam jeszcze kilka rozdziałów, ale jeśli będzie tak jak jest teraz, to nie wiem czy opłaca jest się dodawać. Czy to w ogóle ma sens? Bo jeśli nie to nie będę się produkować. 
Smutno jest mi teraz trochę, ale co ja poradzę. 
To Wy wybieracie, co czytacie. 
Więc jeśli chcecie jeszcze to czytać - dajcie znać.
Tym czasem zapraszam na moje pozostałe blogi, gdzie wkrótce się coś ukaże :)  
ŚCISKAM :*
PRINCESS