poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 22: "Moje dziecko..."

        Przechadzam się ulicami Lublany. Jeszcze przed wylotem do Innsbrucka, zostałam wpakowana w to bagno. Piękne uliczki, wspaniali ludzie. To poprawia mi humor. Kieruje się w stronę kanajpki.
        Mam się spotkać tam z Mają i Peterem. Boję się. Boję się tego spotkania, bo nie wiem tak naprawdę od czego mam zacząć. Wiem, że oni nie dadzą za wygraną. Znam Prevca. Jest uparty i za wszelką cenę będzie chciał nas zniszczyć.
         Wchodzę do przytulnej knajpki, gdzie mieliśmy się spotkać. Tu jest pięknie. Dominuje w niej szarość i biała cegła. Jedna ze ścian jest okupowana przez dzieci, które tworzą tam swoje małe arcydzieła. Lampy, zwisające z sufitu, oświetlają średniej wielkości pomieszczenie dodając tu klimatu.
          Widząc Słoweńca dyskutującego z Polką, kieruje się w ich stronę. Siedzą w tzw. loży. Na siedzeniu poukładane są poduszki, a na stoliku świeczki, co sprawia, że to miejsce z każdą chwilą łapie mnie za serce.
 - Witajcie - przywitałam się z nimi, a oni tylko kiwneli głowami. Tak, to nie było za miłe. Usiadłam na przeciwko nich i właśnie w tym momencie przyszła kelnerka.
 - Co podać? - spytała, słodko uśmiechając się do Petera. Co ona w nim widzi?
 - Dla nas kawę i szarlotkę, a dla niej... - tu przeniósł swój wzrok na mnie dając mi znak, że mam dokończyć zamówienie.
 - Wodę. Tylko wodę - powiedziałam, po czym kelnerka odeszła.
             Przez dłuższy czas siedzieliśmy w ciszy. Nikt nie chciał jej przerwać. Bo po co? Po to by to wszystko zepsuć? Temat nie był łatwy, zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Ale musieliśmy. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na szatyna. On tylko lustrował mnie wzrokiem. Chyba nie spodziewał się tego, że przyjdzie na spotkanie kobieta w prawie 6 miesiącu ciąży. Natomiast Maja była tutaj tylko ciałem, bo duszą błądziła po nieznanej mi przestrzeni.
 - Dlaczego to robicie? - szepnęłam i popatrzyłam na brunetkę. Ona tylko się zaśmiała.
 - Bo wszystkich okłamujecie - odpowiedziała szyderczo. Mówiła po angielsku. Czyli jednak nie jest aż tak głupia.
 - Nie chcemy cię denerwować... ale nie możemy tego tak zostawić. Sama się do tego przyznaj, a obiecuję, że się za tobą wstawię - powiedział Prevc, łapiąc moje ręce. Szybko się wyrwałam - Jesteś okropna. Chcę abyś pożałowała.
 - Kosztem dzieci? To ty jesteś okropny.
            I wybiegłam z knajpki. Co on sobie wyobraża? Uspokój się. Zaszkodzisz dziecku. Masz rację. Tylko nie mogę zrozumieć Petera. Przecież jako skoczek wie, jak ważny jest ten sport dla dzieci, które go uprawiają. Nie lubiłam go, ale nie wiedziałam, że jest takim dupkiem. Nagle ktoś szarpie mnie za rękę, odwracając mnie w swoją stronę.
 - Dawno się nie widzieliśmy kotku - ten głos szumiał w mojej głowie. Hugo?! Co on tutaj robi? - Zdziwiona? O tak zapomniałem, już się pocieszyłaś po naszym rozstaniu. I widać, że było wam dobrze - zamachnęłam się i uderzyłam go w twarz. On złapał się za policzek.
 - Zostaw mnie w spokoju. Mówiłam ci to już po naszym zerwaniu. A to czy szybko się pocieszyłam to już moja sprawa. Ktoś przynajmniej potrafi zająć się kobietą, a nie zrywa z nią przez SMS-a.
 - Ale chce cie odzyskać - uklęknął, a ja prchnęłam. Dobrze, że nikogo nie było w tym parku, bo jeszcze wstydu by mi narobił. Chociaż czy ja wiem czy dobrze...
 - Nie chce cię. Zraniłeś mnie, a ja mam kogoś - uśmiechnęłam się na samą myśl o Gregorze. Pogłaskałam mój brzuch, a on chwycił moją rękę - puszczają mnie!!
 - Nie chcesz po dobroci to spróbujemy siłą - zaczął mnie szarpać. Bałam się. Krzyczałam, jednak nikt nie szedł mi z pomocą. Momentalnie znalazłam się na ziemi. Złapałam się za brzuch, tak strasznie bolał. Bałam się o moje dziecko. Kiedy Norweg się zamachnął myślałam, że to koniec. Jednak nagle z nikąd pojawił się Słoweniec i uderzył Hugo. Spłoszony uciekł.
 - Przechodziłem tędy i usłyszałem krzyki. Nic ci nie jest? - spytał Prevc, a ja nadal przerażona trzymałam się za brzuch.
 - Moje dziecko... - wyszeptałam, a on natychmiast zabrał mnie do szpitala. Moje dziecko...

*Andreas *

 - Ona napewno za tobą tęskni - powiedziałem do Bieguna mając na myśli moja przyjaciółkę. Od rana razem z Kamilem próbujemy go przekonać, żeby walczył, jednak nadal nie powiedzieliśmy mu dobrej nowiny. Bez zgody Marty nie możemy.
 - Ale to ona nie chce ze mną rozmawiać. Już wam to mówiłem - powiedział już nieco wkurzony. Spojrzałem wymownie na Kamila, a ten tylko westchnął. Świetnie. Nagle do mieszkania weszła pewna kobieta. Na oko ma 20 lat, 1,70 m. Ma świetną figurę, ciemne włosy i te oczy. Ich zieleń przeszyła mnie całego, powodując ciarki na moim ciele. Przywitała się uściskiem z Krzyśkiem, a do nas się uśmiechnęła.
 - Cześć Kamil - ten jej odmachał, a ona wystawiła rękę w moją stronę - Sonia.
 - Andreas - powiedziałem i podałem jej rękę. Staliśmy tak dłuższy czas. Patrzyliśmy sobie w oczy, czułem przy tym przyjemne ciepło. Jednak niestety nie mogłem długo trwać w tym uścisku. Coś zaczęło wibrować mi w kieszeni. Przeprosiłem ich na moment. Spojrzałem na ekran telefonu. Marta dzwoniła do mnie. Z uśmiechem odebrałem, jednak po chwili zrozumiałem, że to właśnie nie z moją przyjaciółką mam czelność rozmawiać.
 - Marta jest w szpitalu w Lublanie - te słowa przez dłuższą chwilę dudniły mi w głowie. Jak to? Co teraz zrobisz? Nie wiem, nie ma pojęcia. Nie odzywałem się długo, co najwyraźniej zaniepokoiło Prevca - Andreas, jesteś?
  - Tak... tak jestem. Jak to, ona jest w szpitalu? - spytałem zdziwiony, ale równocześnie wystraszony. Marta to moja najlepsza przyjaciółka i mimo, że ją tyle razy skrzywdziłem, to strasznie się o nią bałem.
 - Jej były chciał ją pobić w parku. Na szczęście skończyło się tylko na tym, że popchnął ją i nie zdąrzył jej uderzyć. Nie wiem co by mogło się stać, gdybym tamtędy nie szedł - czułem, że Słoweniec złapał się za głowę. Między nimi nie było dobrze, jednak coś teraz sprawiło, że uwierzyłem, że jednak się martwi o Polkę. Chłopak powiedział mi jak się czuje dziewczyna, no i oczywiście co z jej dzieckiem, i po chwili wróciłem do moich towarzyszy. Oczywiście nic im nie powiedziałem, mieli swoje problemy. Kiedy oni nadal rozmawiali o kuzynce Stocha, ja mogłem zagłębić się w rozmowie z piękną brunetką.

 *Gregor*

 - Widzę, że naprawdę kochasz tą dziewczynę - stwierdziła mama, obserwując jak składam łóżeczko dla dziecka Marty. Zaśmiałem się. Wiedziałem, że ona traktuje mnie jak przyjaciela i nie chce, żebym aż tak się angażował. Jednak nic na to nie poradzę.
 - Tak mamo, kocham ją. Jednak ona traktuje mnie jak przyjaciela. I niezbyt chciała się tutaj przeprowadzić. Nie chcę, żebym myślał, że jest tutaj tylko przez dziecko - westchnąłem na wspomnienie rozmowy między naszą trójką. Jej brat prawie ją zmusił do tego, jednak widziałem, że po części się cieszy.
 - Nie dziwię jej się. Jest jej ciężko, bo z tego co wiem, to ojciec jej dziecka ją zdradził. Ja też bym się bała. Dbaj o nią synu - mama złapała mnie za ramię i mocno mnie przytuliła.
 - Będę mamo. A co do tej zdrady. To nikt nie zna prawdy. Nawet sama Marta. Jednak wszystko wskazuje na to, że Krzysiek ją zdradził - powiedziałem, a mama pokiwała i ruszyła w stronę drzwi. Po jej wyjściu głęboko westchnąłem.
         Kiedy skończyłem skręcać łóżeczko, spojrzałem na zdjęcie, które stało na szafce. Było to zdjęcie z zeszłego roku. Dzień przed Sylwestrem zabrałem Martę na miasto. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie.

 30 grudnia 2015 

 - Jak on mi działa na nerwy!  - słyszę melodyjny głos, dobiegający zza zakrętu. Nagle wpada na mnie niska blondynka, którą zdołałem uratować przed upadkiem. Trzymając ją za ramiona mogę wdychać jej piękne perfumy. Po chwili patrzy mi prosto w oczy, a mi aż uginają się kolana - przepraszam pana bardzo, ja nie chciałam. 
 - Jaki pan - uśmiecham się do niej serdecznie - Gregor jestem. 
 - Marta - wystawia mi rękę, a ja momentalnie ją ściskam. Niepewnie i delikatnie, chociaż po jej minie mogę stwierdzić, że stres wygrał i jej rękę mogła przypadkowo zostać zmiażdżona. - To ja ten... ja już pójdę - i po chwili mogłem tylko obserwować oddalającą się sylwetkę blondynki. Świetnie Gregor, schrzaniłeś to. 
        Przez resztę poranka myślę tylko o niej. Gregor, w co ty się wpakowałeś? Tajemniczy dziewczyna zawraca ci w głowie. Jedno jest tylko dobre - wreszcie zerwałeś z Sandrą. No i byłoby to dobre, gdyby nie moje wyrzuty sumienia. Chociaż i tak jej nie kocham. Przynajmniej teraz zdaje sobie z tego sprawę. Jej zależało tylko na moich pieniądzach. Trening poszedł mi bardzo dobrze, dzięki czemu mogę wrócić razem z Kraftem i Hayboeckiem do hotelu. Na moje nieszczęście, a może jednak szczęście wpadam na kogoś i tak jak parę godzin wcześniej ratuję tą osobę przed upadkiem. W moich ramionach ląduje ta sama blondynka co wcześniej, a za plecami słyszę gwiazdy chłopaków. 
 - To znowu ty - śmieje się i stawiam dziewczynę na podłogę. Ona otrzepuje się i obdarowuje mnie pięknym uśmiechem. Po chwili dopiero zdaje sobie sprawę, że jest to Marta Lisicka, więc natychmiast spuszczam głowę, żeby dziewczyna nie zobaczyła mojego buraka. Nie wiem w sumie czemu tak się stało. Przecież nigdy nie byłem jej fanem. 
 - Dziękuję i przepraszam. Jeszcze raz - uśmiechnęła się i również spaliła buraka na twarzy - może w ramach rekompensaty wybierzemy się na kawę? 
        Chwilę patrzyłem jej w oczy. Czy to możliwe, że ona właśnie zaprosiła mnie na randkę? Skinąłem głową i powiedziałem, żeby chwilę poczekała. Ona się zgodziła, a na szybko pobiegłem do pokoju, żeby odłożyć rzeczy. 
 - Schlierenzauer pamiętaj, ja chcę być świadkiem na waszym ślubie - Kraft poklepał mnie po plecach, q ja walnąłem go w potylicę. Ten tylko zawył z bólu. 
        Westchnąłem i wyszedłem z pokoju. Na recepcji czekała już uśmiechnięta blondynka. Chwyciłem ją za nadgarstek i zaprowadziłem na skocznie. Oczywiście po drodze kupiłem kawę, tak jak się umówiliśmy. Dziewczyna nie pałała entuzjazmem. Z grymasem na twarzy usiadła na belce i złapała za kubek kawy. Uczyniłem to samo. 
 - Podoba Ci się? - spytałem, a ona wzruszyła ramionami. Auć? - Nie chcesz tutaj ze mną być? 
 - Nie o to chodzi Gregor - westchnęła - dla mnie to nie jest jakiś nowy widok, tak jak dla dziewczyn, które pewnie tu zabierasz. Ja kiedyś skakałam na nartach i to była dla mnie codzienność. A poza tym mój brat i kuzyn skaczą więc często tu bywam. 
 - A myślałem, że to będzie wyjątkowe - szepnąłem, jednak ona to usłyszała. Mocno mnie przytuliła przy czym poprawiła mi humor. 
          Przez resztę naszego wypadu rozmawialiśmy i na skoczni można było tylko słyszeć nasz śmiech. Na koniec zaproponowałem pamiątkowe zdjęcie. Po cichu liczyłem, że z tego coś będzie. Blondynka przysunęła się bliżej mnie i dała soczystego buziaka w policzek. Zdążyłem uwiecznić to na zdjęciu, a po chwili zadzwonił mój telefon. Kraft. Ten to ma wyczucie czasu... 

Teraźniejszość 

      Nie mogłem oderwać wzroku od zdjęcia. Była taka szczęśliwa. Niby ją kocham, jednak czuję, że nie potrafię jej zadowolić. Nie jest jakaś wybredna, tylko... chyba nadal kocha Krzyśka.
      Mógłbym tak dłużej siedzieć, jednak przerywa mi telefon. Prevc? A czego on ode mnie chce? Odbieram i po usłyszenia jego słów zamieram. Marta... szpital... dziecko... To nie może być prawda. Siadam na sofie i łzy zaczynają mi lecieć ciurkiem. Tak mi na niej zależy, a nie mogę nic zrobić. Jedno jest pewne. Nie zostawię jej teraz samej. Bukuję bilet na najbliższy lot do Słowenia i zaczynam się pakować. Nie mogę jej stracić...


Kurcze... Ja naprawdę jestem zła. Niedość, że rozdział był tak dawno, za co Was naprawdę przepraszam, to jeszcze robię krzywdę Marcie. Na razie nie wiem, czy będzie Happy End. Jakoś tego nie widzę. Ale zobaczymy jak z tym dzieckiem. 
A co do rozdziału - przez egzaminy, nadrabianie zaległości i oceń nie miałam czasu i sily. Nawet wena mnie opuściľa. Ale teraz wracam, jednak nie wiem jak to będzie. Mam pytanie czy w ogóle ktoś to czyta? Aktywność jest prawie zerowa, a ja zastanawiam się na zakończeniem. Chyba, że jeszcze tu jesteście 😊
Czekam na Wasze komentarze kochani 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

1 komentarz:

  1. Dobry wieczór!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki i reklamę bloga? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie” – www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu. Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za spam, ale wiadomo, jak bardzo trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń